Rzecz o miłości i grafomanii

Ok., kochanie, przyznaj się szczerze:
czy kochałaś się kiedyś w jakimś grafomanie?
Miałabyś czego żałować –
choćbyś nie wiem jak była przez niego kochana –
gdybyś tak zrobiła.
Raczej nie powinnaś kochać grafomana.

Zresztą –
jak kogoś kochać,
kto pisze brzydkie smsy,
kto jest chujowym pisarzem w życiu
i kiepskim w messengerze.

Nie ma miłości bez słowa,
jak nie ma piękna bez walki
ani estetyki bez agresji.
Miłości bez słów też nie ma.
Nie ma i nie będzie.
Miłość to są głównie słowa.
Miłość nie powinna, nie może żenować.

Czy chcesz się bać wstydu?
Bać się co powie,
martwić, co napisze?
Czy chcesz się wstydzić za jego facebooka,
za jego profil publiczny,
za jego hasztagi,
za jego zdrobnienia,
przezwiska i porównania?
Czy chcesz się wstydzić za to, co go bawi
i za to jak mówi,
jak pisze,
jakiej jakości kontent językowy generuje?

Czy chcesz się śmiać z tego jak będzie cię kochał
nie czując nic poza
zażenowaniem, irytacją, wściekłością i bezradnością,
od czego nie ma już nic chyba gorszego?

Ja już słyszałam, że czyjaś miłość była niczym rzeka
a ktoś inny był dla mnie Eichmannem w Jerozolimie
a ja miałam być dla niego jego Hannah Arendt,
ale tak się złożyło, że chyba nie chciałam.

Ktoś inny pisał o mnie:

Wybitna prozaiczka dała mi bana.
Podciąłem sobie żyły i jak zawsze zaschły.
Mam trzy telefony komórkowe.

Kochałem się w niej od szesnastego roku życia.
Ale nigdy nikomu o tym nie powiedziałem.
Jeżeli chmury są li tylko deszczem – to czym są deszcze?

Jakie kurwa deszcze? Tylko o to spytałam.

 

CC-ludzik    Tekst dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska (CC BY 3.0 PL).

Dominika Dymińska

Zobacz inne teksty autora:

Wakat – kolektyw pracownic i pracowników słowa. Robimy pismo społeczno-literackie w tekstach i w życiu – na rzecz rewolucji ekofeministycznej i zmiany stosunków produkcji. Jesteśmy żywym numerem wykręconym obecnej władzy. Pozostajemy z Wami w sieci!