Przemocowe fantazje: faszyzm i manosfera

W kontekście odradzających się prawicowych ekstremizmów faszyzm staje się niepokojąco aktualny. Co zaś wspólnego mają ze sobą faszyzm i manosfera (internetowy, alt-prawicowy ruch polityczny)? Przede wszystkim upolitycznioną mizoginię. Te dwa ruchy są podobne do siebie na płaszczyźnie dyskursywnej. Chodzi konkretnie o to, jak traktują kobiety, jakie narracje wytwarzają o kobiecej seksualności, a w końcu jaką przemoc stosują.

Porównanie to może wydawać się obrazoburcze, szczególnie gdy do faszyzmu przyrównuje się plejadę internetowych przegrywów, wielbicieli gorno, libertynów, nazistów lubujących się w anime, domorosłych guru sztuki uwodzenia czy przymusowych celibatariuszy. Jednak na ten moment incele (mężczyźni w celibacie nie z własnej woli) mają na swoim koncie około pięćdziesięciu ofiar śmiertelnych. Liczba ta wciąż rośnie, chociażby przez niezrozumienie, że biały mężczyzna może dokonać aktu terroru, a także przez bagatelizowanie radykalnych internetowych subkultur. Manosfera zyskuje więc coraz większą popularność i wpływy. Logika dyskusji przeniesiona z mizoginistycznych forów internetowych przenika do świata offline, oddziałując na polityczny dyskurs, jakość debat i narracje o męskości, a także uwodząc coraz więcej osób ideologią nowej alt-prawicy. W tym wypadku mizoginia jest kluczem do zrozumienia radykalnych, reakcyjnych formacji politycznych.

Przed porównaniem narracji faszystowskich i tych wytwarzanych przez zradykalizowanych mizoginów warto jednak najpierw przyjrzeć się bliżej samej manosferze oraz genezie tego ruchu, a także badaniom Klausa Theweleita nad faszyzmem.

 

Internetowa kontr-rewolucja

Manosfera to pozbawiony struktur, internetowy ruch polityczny, w którym ideologię zastępuje sprzeciw wobec feminizmu, globalizacji, islamu, liberalizmu, elit i politycznej poprawności. Tworzą ją w przeważającej większości biali, heteroseksualni mężczyźni, w przybliżeniu w przedziale wiekowym pomiędzy piętnastym a czterdziestym piątym rokiem życia. Ten mizoginistyczny ekosystem składa się ze stron internetowych, forów, kanałów na Youtube i blogów, przeznaczonych wyłącznie dla mężczyzn. Tematyka dotyczy m.in. porad, jak uwodzić kobiety, niewybrednych tekstów o seksualności, pseudonaukowych teorii, obrony praw mężczyzn, opowieści o własnych niepowodzeniach, a także wywodów na temat rzekomej hegemonii kobiet.

Popularność mizoginistycznych grup związana jest z kilkoma czynnikami, np. mobilizacją środowiska graczy w trakcie #Gamergate, konfliktem o miejsce kobiet w świecie gier wideo, oporem wobec polityki głównego nurtu, również tej konserwatywnej, zwłaszcza jednak lewicowej, a także radykalizacją internetowych forów dyskusji (4chan, 8chan, Reddit).

Gdy Manuel Castells opisywał społeczeństwo sieci, pojęcie to miało więcej wspólnego z cyberutopią niż z armią internetowych trolli. Jednak radykalna prawica sprawnie przechwyciła wyobrażoną internetową utopię i zapełniła ideologiczną próżnię na forach dyskusyjnych, tworząc tym samym ideologiczne podwaliny pod manosferę. Oczywiście już wcześniej fora dyskusyjne takie jak 4chan przez anonimowość były miejscami produkującymi kontent, którego nie da się odwidzieć. Z założenia też obracały się wokół niepokojących treści, nerdowskiej tożsamości, ale także brutalnej pornografii, rasizmu, przemocy, kazirodztwa lub gloryfikowania filmów takich jak Matrix czy Fight Club. Wiąże się to z afirmacją „politycznej niepoprawności”, czyli perwersyjną dumą z poglądów tożsamych z mizoginią, rasizmem i ksenofobią. Z czasem ów nacisk na bunt, sprzeciw, subwersję i walkę niewątpliwie pomógł wykreować antysystemowy, a nawet kontrkulturowy wizerunek manosfery.

Kontrkulturowa otoczka służy jednak do romantyzacji izolacjonistycznego, często przeciwnego prawom człowieka ruchu, w którym wygodnie koegzystują ksenofobiczne, rasistowskie, a często po prostu faszystowskie poglądy.

 

Czego pragną faszyści?

Męskie fantazje Klausa Theweleita, opublikowane po raz pierwszy w 1977, to monumentalne dzieło analizujące dzienniki, listy, powieści i wspomnienia żołnierzy Freikorps. Ta niemiecka, nacjonalistyczna formacja paramilitarna była najbardziej aktywna po I wojnie światowej, kiedy głównym zadaniem Freikorps była pacyfikacja ruchów komunistycznych i robotniczych. Organizacja ta postrzegana jest jako prekursorska wobec SA. Rekrutowali się z niej między innymi czołowi działacze partii nazistowskiej, tacy jak Ernst Röhm oraz Rudolf Höss.

Theweleit postuluje, by faszyzm analizować w kontekście psychicznej konstytucji faszystów, nie zaś na płaszczyźnie politycznej czy ideologicznej. Autor podejmuje próbę rekonstrukcji pragnień, wizji i wyobrażeń mężczyzny żołnierza, czyli prototypu faszysty, którego esencją światopoglądową jest patriarchalność, kult męskości i siły. Theweleit zwraca też uwagę na specyficzny stosunek żołnierzy wobec kobiet, które w opisach członków Freikorpsów są przedstawiane zazwyczaj jako podejrzane, niestałe, chore, złe i zepsuty istoty. Element całkowicie obcy.

W zasadzie dla członków Freikorpsów istnieją jedynie dwa typy kobiet. Z jednej strony są te akceptowane (tylko do pewnego stopnia) „białe kobiety” – własna matka, siostra i siostra przyjaciela (czyli prawdopodobnie przyszła żona). Kobiety, nad którymi mężczyzna żołnierz sprawuje pieczę i nad których przyzwoitym prowadzeniem się ma bezpośrednią kontrolę. Z drugiej strony zaś Theweleit wskazuje na wręcz frenetyczną nienawiść żywioną wobec „czerwonych kobiet”, czyli proletariuszek, pracownic seksualnych oraz autonomicznych kobiet. Takich, których czystość seksualna może być niepewna, a przynajmniej jest nieweryfikowalna. Nienawiść żołnierzy przekłada się na przemoc wobec czerwonych kobiet, szczególnie brutalną, nieuzasadnioną, ekstremalną. Jednak nie na tle seksualnym. Kobiety są rozstrzeliwane, rozszarpywane, bite, tak by w ostatecznym rozrachunku zamiast ich ciał pozostawić krwawy strzęp. Skatowane, martwe ciało to jedyna forma, w jakiej istnieć mogą w świecie faszystów kobiety postrzegane jako wyzwolone seksualnie.

Skoro faszyści dążą do przemocy wobec kobiet, o czym fantazjuje manosfera?

 

Logika manosfery

Na poziomie narracji może wydawać się, że dyskurs manosfery różni się od faszystowskiego pragnienia anihilacji kobiet, choćby przez nieustanne śmieszkowanie, estetykę, dyskurs upokorzonej męskości i ironię. Język manosfery wytwarzany jest za pomocą memów i postów na forach. Rządzi się poetyką skandalu. Ten specyficzny język składa się głównie z hermetycznych odniesień popkulturowych, niedomówień, kpin, wulgaryzmów, neologizmów i żenujących żartów, co do których nigdy nie można mieć pewności, czy aby na pewno są żartami. „Żarty” dotyczą np. aluzji do krwawych morderstw czy zachęcają innych użytkowników maskulinistycznych forów do samobójstwa. Ironiczna otoczka pozwala na wycofanie się z takich wypowiedzi, ale rzekome prowokacje rzadko są jedynie żartami. Ta taktyka zdecydowanie przesuwa granice tego, co akceptowane, do ekstremum, sprawnie radykalizując użytkowników sieci. Różnica pomiędzy faszyzmem i manosferą staje się więc pozorna. W obu przypadkach końcową fantazją jest przemoc.

Ruchy maskulinistyczne żądają respektowania praw mężczyzn, redystrybucji seksualnej, prognozują też zmierzch cywilizacji i zagładę mężczyzn. Manosfera oferuje doskonale nostalgiczne wizje historii, kreując utopię w przeszłości. W tym wypadku retrotopia to czas przed rewolucją seksualną, fikcja, niemająca zresztą nic wspólnego z rzeczywistością. To bunt przeciwko teraźniejszości i idealna fantazja. Ten wyobrażony świat staje się ważnym odwołaniem, a zarazem lękową reakcją na strach przed niepewną przyszłością. To także utopia, której należy bronić oraz szukać wrogów czy obcych uniemożliwiających jej powrót. Ważną częścią tych narracji jest myślenie magiczne, paradoksalnie splecione z darwinizmem społecznym, jak w przypadku tzw. artystów podrywu, oferujących desperatom przemianę w samców alfa dzięki wątpliwej jakości poradnikom, czyli po prostu awans na drabinie ewolucji.

Spoiwem tych narracji jest również gniew. Manosfera jako lek na te bolączki oferuje partykularną wersję godności, podsuwając mężczyznom proste rozwiązanie problemów: winne wszystkiemu są feministki. Pozbycie się ich gwarantuje przywrócenie porządku, a nawet przybiera mesjanistyczny charakter, obiecując cywilizacji Zachodu ratunek przed upadkiem.

Dyskursem manosfery rządzi kontradyktoryjna logika. Z jednej strony to kobiety, w szczególności feministki, sprawują władzę nad światem. Z drugiej zaś strony kobiety tracą na znaczeniu, gdy kończą dwadzieścia pięć lat, a także kiedy wchodzą w relacje z kolejnymi partnerami seksualnymi. Podobnie sprzeczna logika cechuje świat mężczyzn: choć są oni mądrzejsi, lepsi, sprawniejsi (wszystkie tezy tego typu poparte są pseudonaukowymi teoriami), to z niejasnych przyczyn są zniewoleni przez kobiety. Wśród tych sprzeczności i realnego poczucia krzywdy rodzą się przemocowe fantazje.

 

Ultra-przemoc

Dominujące marzenia manosfery, czyli powtarzające się motywy, narracje i konstelacje językowe, to przymusowa monogamia, brak odpowiedzialności karnej dla gwałcicieli, represje wobec kobiet, wyrafinowane seksualne (i nieseksualne) tortury, brutalne gwałty czy nawoływanie do zamykania kobiet w obozach koncentracyjnych. Wewnętrzna logika forów internetowych nadaje tym pragnieniom charakter kolektywny i schematyczny.

Dochodzi do tego generalizacja, że wszystkie kobiety są takie same, czyli zepsute i hipergamiczne, dążące do relacji jedynie z najprzystojniejszymi mężczyznami. Pojawia się też podział podobny do typologii Theweleita. Z jednej strony są kobiety „białe”, o których się nie wspomina, bo są tak aseksualne i nieważne dla członków manosfery, że niemalże rozpuszczają się w ich świadomości (to najprawdopodobniej własna matka bądź siostra). W opozycji znajdują się znienawidzone „czerwone” samice, czyli de facto wszystkie aktywne seksualnie kobiety, opisane jako ociekające seksem, całkowicie wyzwolone, a więc stanowiące zagrożenie dla mężczyzny. Same ciała tych kobiet są przerażające, przedstawiane zazwyczaj jako ludzka maź, breja, bagno lub lepkie, wilgotne mięso. Przyjemność nie może tutaj zaistnieć. Mężczyznom pozostaje jedynie ratunek przed zagrożeniem.

Na forach typu 4chan czy 8chan nawet opisy seksu konsekwentnie w końcu i płynnie zmieniają się w opisy przemocy. To nie intymność czy seks są głównym celem członków manosfery, to raczej kontrola nad kobietami. W seksualnych fantazjach chodzi więc o władzę, a seks służy jedynie temu, by ukazać swoją dominację. Stąd też bierze się potrzeba, by kobiety karać, a w najbardziej ekstremalnych narracjach zabijać, bo ukaranie czy zabicie kobiety  wiąże się z przyjemnością, zdającą się zastępować czy nawet przewyższać akt seksualny. Internet zaś umożliwia członkom manosfery stworzenie spersonalizowanego świata rodem z horroru, gdzie można swobodnie snuć narracje o przemocowych pragnieniach, które czasem przenikają do rzeczywistości.

Narracje zarówno faszystów, jak i manosfery kodują pragnienia. Pragnieniem zaś jest przemoc.

 

 

Olga Tyszkiewicz

Zobacz inne teksty autora:

    Wakat – kolektyw pracownic i pracowników słowa. Robimy pismo społeczno-literackie w tekstach i w życiu – na rzecz rewolucji ekofeministycznej i zmiany stosunków produkcji. Jesteśmy żywym numerem wykręconym obecnej władzy. Pozostajemy z Wami w sieci!