Pielgrzymka z Częstochowy

3-5 czerwca 2016 r.

CZĘSTOCHOWA – KOZIEGŁOWY – DĄBROWA GÓRNICZA – TYCHY

Jako nastolatka bardzo chciałam się wybrać na pielgrzymkę do Częstochowy. Ci, którzy wracali z takich wypraw, opowiadali pikantne szczegóły. Bo chociaż z założenia pielgrzymka to podróż podejmowana z pobudek religijnych, to zarówno w czasie mojego dzieciństwa, jak i dzisiaj prawdziwe motywy mogły być różne. Nastolatki wybierały się na pielgrzymki, by na chwilę uciec od nadzoru. Pretekst wiary był doskonałym kamuflażem wówczas i jest doskonały również dziś dla grup kibiców czy chłopaków z ONR-u, którzy zaopatrzeni w nacjonalistyczne i faszystowskie hasła pewnie zmierzają na Jasną Górę.

W swoją pierwszą pielgrzymkę wyruszyłam 3 czerwca 2016 r. Na długo przed czarnym protestem i innymi opozycyjnymi i masowymi działaniami w przestrzeni publicznej, które stają się przeciwwagą dla zbiorowej obecności nacjonalistów. W Częstochowie byłam kilka tygodni wcześniej. Jasne, że Jasna Góra robi wrażenie. Rozmach i kicz na niespotykaną skalę. Pikanterii miejscu dodawały opowieści Marty Frej i Tomka Kosińskiego o relacjach władz miejskich i Kościoła, podziale benefitów wynikających z obecności pielgrzymów. Sanktuarium zapewnia wszystko, tak aby pielgrzymi nie schodzili do miasta. Na Jasnej Górze kwitnie biznes obejmujący nie tylko sklepiki pamiątkarskie, ale również miejsca noclegowe i gastronomię. Wszystko to wzmacnia imperium.

Poczułam totalną bezsilność wobec tej jasnogórskiej siły. Perfekcyjnie przemyślana machina propagandowa z pretensją do nieomylności, która w przestrzeni publicznej jest niepodważalna i precyzyjnie skierowana we mnie. Sanktuarium Maryjne to hiperbola patriarchatu. Kościelne struktury głosami swoich kapłanów kontrolują życie wyznawców, w tym przede wszystkim kobiet, powielają tradycyjne układy, podporządkowują kobiety i prowadzą ich niekontrolowany wyzysk. Ogrom środków perswazji, jakimi księża dysponują w miejscu takim jak Jasna Góra, powala. Przekaz jest jasny, czytelny i utrwalony przez pokolenia. Wystarczy pilnować, by „prawo boskie” nie było konfrontowane z prawami człowieka. To monolit, w którym nie ma miejsca na pytania i wątpliwości, dzięki czemu tak łatwo wygrywa z lewicowym powątpiewaniem w każdą prawdę i umiłowaniem dyskursu. Jakby tego było mało, siłę kościelnego konserwatyzmu wspierają w kuriozalnej koalicji kibice i naziści z ONR-u, przyjmowani z honorami przez jasnogórskich kapłanów. Grupy mężczyzn, które budzą postrach na każdej ulicy, nawet w środku dnia, na Jasnej Górze dumnie rozwijają swoje nacjonalistyczne hasła.

Motywem podjęcia trudu pielgrzymowania może być chęć zadość uczynienia za popełnione występki lub też chęć wyrażenia prośby, np. o zdrowie, o pomyślność. Moim motywem była bezsilność. Wybrałam się w trzydniową, ponadstukilometrową pielgrzymkę w kierunku odwrotnym do religijnych fanatyków. Precyzyjnie przygotowałam plan podróży, unikając tras szybkiego ruchu. Na swoją bazę wybrałam Hotel Stary Młyn w Koziegłowach. Tam zostawiłam bagaże i samochód. Punktem docelowym miał być Festiwal Performance w Tychach organizowany przez Piotra Kumora. Podróż miała się odbyć na moich warunkach, bezpiecznie i komfortowo – na ile to możliwe. Oceniłam, że trzydzieści kilka kilometrów dziennie będzie dla mnie dystansem osiągalnym bez nadmiernego wysiłku. Zamiast plecaka z całym dobytkiem wzięłam smartfona, MP3, kartę kredytową i orzechy.

Każdy z pielgrzymkowych dni był inny. Pierwszego dnia wędrowałam głównie przez wsie i lasy, z drugiego pamiętam festyn w Siewierzy i spacer brzegiem jeziora Pogoria. Trzeci dzień to podróż przez śląskie miasta. Dystans, wbrew temu, co zakładałam, wcale nie był tak łatwy do przebycia. Po pierwszym dniu pojawiły się odciski i obtarcia „do krwi”, a drugiego dnia po spacerze brzegiem jeziora – niezbyt groźne poparzenia słoneczne. Trzeciego dnia byłam już bardzo zmęczona. Poczułam przyjemność, która płynie z pielgrzymowania – trzy dni, podczas których nie musiałam robić nic innego. Często byłam poza zasięgiem sieci lub miałam rozładowany telefon. Wyznaczony jasno cel i codzienny wysiłek fizyczny powodowały, że po powrocie do hotelu zasypiałam jak dziecko.

Pielgrzymka z sanktuarium religijnego na Festiwal Performance oczywiście była gestem symbolicznym, rodzajem jednostkowego sprzeciwu – bardzo słabego, niemal niezauważalnego. Celowo unikałam heroicznych gestów i haseł, które są obowiązujące w patriotyczno-religijnej narracji. Chciałam, aby moja pielgrzymka była skrojona na moją miarę, niewymagająca ofiarnego poświęcenia, a przez to jeszcze silniej stająca w opozycji do pełnego frazesów polskiego nacjonalizmu i tak charakterystycznego dla patriarchalnych struktur pokazu siły.

Agata Zbylut

W latach 1993-1999 studiowała w Instytucie Kultury i Sztuki Plastycznej WSP w Zielonej Górze (teraz Uniwersytet Zielonogórski), dyplom uzyskała w Pracowni Rysunku i Intermediów. W roku 2008 obroniła tytuł doktora sztuk użytkowych na Wydziale Komunikacji Multimedialnej Akademii Sztuk Pięknych w Poznaniu, w 2012 otrzymała tytuł doktora habilitowanego w Państwowej Wyższej Szkole Telewizyjnej i Teatralnej w Łodzi. Od 1995 pracuje jako artystka, brała udział w wystawach zbiorowych i indywidualnych w Polsce, Niemczech, Białorusi, Rosji, Francji, USA. W latach 2000-2005 była kuratorką Galerii Amfilada. W 2004 koordynowała Narodowy Program Kultury „Znaki Czasu” w województwie zachodniopomorskim. W 2005 została odznaczona brązowym Medalem Zasłużony Kulturze Gloria Artis. Od 2004 pełni funkcję Prezesa Stowarzyszenia Zachęty Sztuki Współczesnej w Szczecinie. Pomysłodawczyni i kuratorka Festiwalu Sztuki Młodych Przeciąg. Od 2010 r. pracuje w Akademii Sztuki w Szczecinie, gdzie prowadzi Pracownię Działań Interaktywnych i Intermedialnych. Współpracuje z warszawską Galerią Program.

Zobacz inne teksty autora:

    Wakat – kolektyw pracownic i pracowników słowa. Robimy pismo społeczno-literackie w tekstach i w życiu – na rzecz rewolucji ekofeministycznej i zmiany stosunków produkcji. Jesteśmy żywym numerem wykręconym obecnej władzy. Pozostajemy z Wami w sieci!