Grykomateria

Najnowszy tom Krzysztofa Gryki Poślizg przynosi poezję pełną niespodzianek formalnych, mogących nieco rozruszać podwórko młodych poetów, wdzięczących się do czytelnika i zabiegających o poklask wpływowej krytyki literackiej. Łatwo tu rozpoznać i zdefiniować obrazowiersze – wiersze konkretne (Mrówki, *** Milky Way, *** Mały Wóz, P r y s z n i c, Kra/ n, Iersz ez tytułu), które rozbijają i rozwarstwiają strukturę stroficzną/ strofoidalną na składowe: na obraz – acz luźno nawiązujący do linearności zdania (wijące się pasemka komunikatów!) – i znaczenie komunikatu słownego. Trudniej natomiast ustawić w panteonie poetyk ostatnich lat rytmikę pozostałych wierszy Gryki. Łatwo wskazać na ich eufonię, ale już początkowy utwór Khaki sprawia odbiorcy problemy rytmiczne: wejście rytmu na poziom ironii (gdzie to rytm jest potraktowany ironicznie już w praktyce), zlanie światła tropów z ciemnością dźwięków tworzy specyficzny światłocień wiersza. Niejeden czytelnik oprze się na sugerowanym światopoglądzie antysystemowym.
Sam Poślizg jako tytuł nie tylko sugeruje poślizgnięcie się na czymś śliskim, niechciane przemieszczenie się, ile bardziej poślizg czasowy (słynna praktyka na koncertach i spektaklach teatralnych) – że druga książka autora ukazała się po zgoła ośmiu latach? Fakt faktem, że jego debiut to Godziny szczytu wydane w 2002 roku w Biurze Literackim.

Podmiot poezji Krzysztofa Gryki należy do tych podmiotów, które muszą mówić, których żywiołem jest mowa, są tej mowie zaprzedani, są w nią wsłuchani. Każdą mikroskładową muzyczności w tej mowie są w stanie wyżyłować do ostatka, co jednak jest paradoksem, bo nie da się zaprzeczyć pewnej lekkości frazy, poluzowaniu rytmu, wyrwaniu poezji ze sztywnego gorsetu poetyk. Podmiot naprowadza naszą uwagę na sieć przeżyć i wydarzeń, których jest uczestnikiem lub obserwatorem (wszelkie uczestnictwo skażone jest dystansem, a wszelki rytm skażony ironią):subtelnie się kochamy/ do ostatniej przelanej kropelki (Khaki), Śnieg spadł i leży na gałęziach (Widelec albo otwieranie pralki), W windzie wożę rower i plecak z zakupami (Blok B) czy chociażby w poniższym wierszu (W pociągu):

Z zamkniętej powieki
śpiącego chłopca
wypłynęła łza.

W tych wierszach dochodzi do zderzenia sensualności świata widzialnego ze zorganizowanym światem dźwięków, jakby zmysły funkcjonowały na równych prawach – nie tylko wzrok i słuch: Ma smak melona (zazwyczaj)/ kupionego w supermarkecie – Superdivertido. Podmiot jest (przepraszam za skojarzenie, będzie niefortunne) połączeniem dyktafonu i lustrzanki/dagerotypu, zbierającym doznania głównie z przestrzeni miejskiej, międzymiejskiej, a autor narzuca podmiotowi swoją kpiarską niezgodę na dany stan rzeczy, pozwalając mu kpić, jako mentalności prorewolucyjnej, nawet z rewolucji (jeśli rewolucja dotrzyma sobie kroku – „Widelec albo…”). Najlepiej jednak oddaje stan świadomości podmiotu fraza z tego samego wiersza: czasem wystarczy/ fakt, że ktoś dał nam ciała rezonansowe z duszami/ na własność, gdzie mamy zaznaczenie takich składowych, jak: fakt, akt dania czegoś, ciało rezonansowe (vide: pudło rezonansowe), dusza, własność. Od tego dopiero miejsca można zacząć nakładać kolejne warstwy, które miałyby zbudować pełniejszy wizerunek podmiotu.

Świat przedstawiony autora to przestrzeń pomiędzy geometrią a muzyką. Przestrzeń miejska zaczyna się od kapitalnego zderzenia: Cela w stylu hi-tech, Nowi Urbaniści. (Khaki), jakby zderzenie autorów projektu i ich wytworu. Zanim jednak do tego dochodzi, pojawia się pierwsza, krytyczna, mimo że pięknie brzmiąca (w dodatku trzynastozgłoskowiec złamany średniówką po siódmej zgłosce) fraza:

Nagłówki w kolorze krwi, która nie zasycha.

Nagłówki czego? Wszystkich rodzajów informacji! Gazet? Niech będą i gazety! Drapieżność oficjalnych informacji, która bierze się z ilości ofiar kataklizmów i wojen! Tymczasem na okładce Poślizgu widnieje anatomiczne serce w otrzewnej, obramowane, obłożone mięśniami, żebrami; całość sprawia wrażenie przekroju tułowia, trzewi. Tytuł i nazwisko autora są barwy karminowej i sprawiają wrażenie wyciętych lancetem. Tło, zawierające wizerunek otwartych trzewi ma trupią barwę: ni to zielonkowatość i seledyn tonowany przez fioletową kreskę, kontury naczyń, narządów. Czy stronę tytułową należy potraktować jako „nagłówek z pierwszej frazy pierwszego wiersza”?

Cechą każdej wyjątkowej poezji jest chyba zbiór fraz, które wykraczają poza estetykę utworu i zapis codzienności czy też zwykłą wrażliwość. W wierszu „Brzydkie kaczątko” pojawia się fraza: Twarz jest zawsze nieszczelna, w „Idiografizmie stosowanym” – Korzystając z obecności w wymiarze doczesnym,/ budzę się rano i otwieram oczy. Nie dla wszystkich te frazy okażą się wyjątkowe, oczywiście. Poezja Gryki może się wydawać niepokojąca dopiero w ostatecznym rozrachunku.

Krzysztof Gryko, Poślizg, WBPiCAK, Poznań 2010.

Robert Ryba Rybicki

(1976) Poeta, recenzent, happener. Studiował prawo i filologię polską na Uniwersytecie Śląskim. Autor sześciu książek poetyckich (najnowsza – masakra kalaczakra: WBPiCAK, Poznań 2011). Były redaktor Pisma Artystycznego Plama w Rybniku i tygodnika Nowy Czas w Londynie. Prowadzi Wesoły Klub Literacki w Kluboksięgarni "Głośna" w Poznaniu, współredaguje wydawnictwa Wielkopolskiej Biblioteki Poezji. Mieszka w Poznaniu, wcześniej – w Rybniku.

Zobacz inne teksty autora:

Wakat – kolektyw pracownic i pracowników słowa. Robimy pismo społeczno-literackie w tekstach i w życiu – na rzecz rewolucji ekofeministycznej i zmiany stosunków produkcji. Jesteśmy żywym numerem wykręconym obecnej władzy. Pozostajemy z Wami w sieci!