Wiersze

MARTWACISZA

biedny chrześcijanin spogląda na Syrię wzrokiem
mniej zdziwionym niż kiedyś na getto
drobnoustroje przysłaniają mu sedno
skrzętnie ukrywa swoją ksenofilię

biedny chrześcijanin spogląda na Paryż
nie daje wiary, choć daje na tacę, nie wie
w co złożyć swe świerzbiące palce
modląc się, usta układa w wulgaryzm

szybko zapomina, jaką moc ma słowo, że
jest początkiem każdej większej wrzawy
zamyka oczy, czyniąc z tego nawyk
otwiera usta, te wydają owoc

cisza na tratwie szuka lepszych granic
przez morze zgiełku, przez wodospad haseł
martwa przybija do brzegu… chrześcijanin
cmoka i przelicza kasę

 

HI_GIE_NA

nie zapieli mnie w pasy, nie mogę straszyć obłędem
mam nudne życie klasy średniej, choć nie mam auta i pracy
kolejny rok z bolącym zębem, kolejny krok po ścianach
na jednej nodze chodzę, druga gdzieś za mną pełznie

a na ulicach bieli się czerwień, skandują rodacy, aż ucho ci więdnie
uchodź i wiej gdzieś, uchodźcy mile widziani
w obozach śmierci, w komorach, gdzie śmierdzi gazem
w kibitkach, gdzieś za Kaukazem.

chłopak w tiszercie Polska Warcząca dumnie wyciąga prawicę
do słońca, do boga ojca, do zawsze dziewicy, tej lwicy narodowej
co za nas chętnie nadstawia głowę, co dla nas chętnie obnaża piersi
i mlekiem karmi, byśmy byli bielsi, byśmy byli jak kiedyś pod Wiedniem

we dnie, w nocy, kupo mocy wszystko przy tobie blednie
wszystko przy tobie powszednie, nawet niedziele
ciężko jest święcić, kiedy w pamięci te twoje piersi
jędrne owoce pobożnego życia

dasz wiarę kicia, że choć wyssałem z twym mlekiem
szacunek do życia, zabijam w myślach całe ludzkie stada
śniadanie – zagłada, obiad – krwawa łaźnia, kolacja – eksterminacja
zmierzch – pacierz, świt – pacierz

każdego dnia hi gie na

 

WZIĘCInaSTRATY

nadprodukcja wisi nad polem pole
słabnie im dalej od domu nadpolucja
na widok sromu i nikt dobrze nie zrobi
nikomu nieślubne dzieci związków
formalnych do wszystkiego stosunek
oralny władza mlaszcze do
mikrofonów jeden faszysta a drugi
komuch a branże brandzlują się
brunchem każda chce tańczyć a ja nie
tańczę wolne chwile rozkładam na raty
i tylko milczę i liczę straty a telewizja
już przecież nie kłamie ukryta prawda
na każdym kanale mdląca poprawność
i święte racje i post-kultura i
degustacje i zamiast śniadania już
tylko pytanie czy jeśli wezmę udział w
reklamie to czy wyrzygam ją na
kolację i ile na koniec mi z tego
zostanie eko sterylna epoka honoru żyj
według wzoru myśl według wzoru
unikniesz chorób i wyciśnięcia i
wykluczenia z grona niewinnych i
dalej będziesz mógł siorbać rosół a
gdy pomyślisz – znalazłem sposób to
nim od tego dostaniesz wzdęcia
jedna maksyma do ogarnięcia

jesteś kowalem własnego losu
lecz kuźnia nadal należy do innych

 

PAMIĘTNIK

(wpis pierwszy) od wczoraj pracuje w
sklepie, nie mam prezencji . szef mówi
sprzątaj zaplecze;
(wpis drugi) od wczoraj sprzątam
zaplecze, w którym tylko drób i drobno
ustroje ; (wpis trzeci) od wczoraj
drobno ustroje żrą drób, mi nic do tego
szef mówi że śmierdzi; (wpis czwarty)
od wczoraj śmierdzi mi szef, obciął pół
mojej pensji, to dałem sobie spokój
(wpis piąty) od wczoraj wiem gdzie
mieszkał szef palił się długo, ale już
nie śmierdzi

 

GETinINNOCENCE
interesowne instynkty insektokształtnych inteligentów
inkrustują innych intensywną influencją internetowych inkubatorów

a my pragniemy na powrót być czyści, jakby dopiero wypluły nas z łona
dziewicze puszcze midgardu, albo innych mitycznych krain, które
przecież sami dopiero będziemy nazywać
inne imiona identycznych idei jednak nie wystarczą

wchodzimy jeszcze raz
w niebieskie ciała, w ich obroty, w ich upadki i wzloty w siódme
poty Sokratesów, Einsteinów, Koperników w całą gamę różnych
nicków, w Marię Skłodowską, w stylistykę częstochowską, w układ
pierwiastków w genetykę ptaszków, kwiatków, żabków w
psychoanalizę pełną schiz walizę, w Wisłę, Sekwanę, Tamizę,
Amazonkę, Missisipi, Nil, w patetyczną puszkę chwil, w wielki
historyczny wir wir wünschen wieder sauber sein, we want to be
clean again w atomową gilotynę, w globalną waginę, w drwinę,
kpinę kokainę w rozbiór pierwszy, w rozbiór drugi, w rozbiór
czwarty w megabajty, gigabajty, terabajty pamięci narodowej we
wszystkie części telenowel, w zarabianie akordowe w proszki na
bolącą głowę, wchodzimy w to wszystko od nowa modlimy się,
mydlimy się i spłukujemy się do cna i tak bogów łapiemy za nogi,
stając się nimi po trosze a oni jak my, nie śmierdzą groszem

Przemko Janiszko

Zobacz inne teksty autora:

    Wakat – kolektyw pracownic i pracowników słowa. Robimy pismo społeczno-literackie w tekstach i w życiu – na rzecz rewolucji ekofeministycznej i zmiany stosunków produkcji. Jesteśmy żywym numerem wykręconym obecnej władzy. Pozostajemy z Wami w sieci!