W stronę bezhierarchicznej transkultury

Wszyscy nosimy w sobie hierarchiczny model rzeczywistości, który bez wątpienia jest starszy niż nasz gatunek. Domyślamy się tego obserwując hierarchiczną organizację społeczną występującą u wielu innych gatunków zwierząt. Odkąd hierarchiczność została wprowadzona przez starożytnych filozofów greckich do kontinuum ludzkiej myśli, nie jesteśmy już w stanie powiedzieć, czy narzuca się nam ona jako najbardziej fundamentalny opis rzeczywistości, czy jako reprodukujący się intelektualny wirus, model świata, który przesłania nam inne, równoprawne, a może lepsze modele. Kiedy Arystoteles rozróżnił ożywione i nieożywione elementy natury, stawiając wyżej te pierwsze, zdefiniował w ten sposób dwa bieguny drabiny bytów. Dodawanie kolejnych szczebli (uhierarchizowanie substancji roślinnych i zwierzęcych) było już tylko logiczną konsekwencją tego gestu. Ale czy wyniesienie życia ponad świat nieożywiony nie jest tu tylko wstępnym warunkiem dla usankcjonowania własnego wyniesienia (a w dalszej konsekwencji usankcjonowania także hierarchicznej struktury greckiego świata)?

Zaproponowaną przez starożytnych filozofów natury hierarchię, która od bytów nieożywionych prowadzi przez rośliny, a potem zwierzęta ku człowiekowi, mistycy ekstrapolują w złożona strukturę ontologiczną rozpościerającą się powyżej poziomu istot ludzkich. Ten starożytny model głęboko zakorzeniony w naszej kulturze to nie jedyne źródło potocznego myślenia za pomocą hierarchicznego obrazu rzeczywistości, jakim posługuje się dziś przedstawiciel zachodniej kultury. Drugim źródłem jest nowożytna nauka, która wprawdzie nie wartościuje opisywanych zjawisk, ale chętnie porządkuje je w oddziedziczone po Arystotelesie piętrowe i drzewiaste struktury. Drabina hierarchii funkcjonująca w naszej zbiorowej świadomości żeruje na strukturach opisanych przez naukę, dowartościowując zawsze antropocentryczny biegun. Jest skonstruowana z wielu nałożonych na siebie perspektyw: ewolucyjnej (młodsze jest lepsze od starszego), genetycznej (im więcej wspólnych genów z człowiekiem tym lepiej), strukturalnej (to co bardziej złożone jest lepsze od tego co proste) etc. Pewnie dlatego tak trudno jest w naszym potocznym doświadczeniu kontestować hierarchiczny sposób postrzegania świata, że składa się na niego kilka umacniających się wzajemnie perspektyw, różnych w detalach, ale zbieżnych w ogólnej wymowie.

Jak skutecznie kwestionować ten bardziej lub mniej wyimaginowany porządek świata? Stopniowa likwidacja niewolnictwa, która rozpoczęła się w Europie pod koniec XVIII wieku rozpoczyna historię emancypacji kolejnych grup społecznych. Oparty na hierarchii model porządku społecznego został zakwestionowany, ale sama kategoria hierarchiczności pozostaje ramą, która porządkuje również strategie ruchów emancypacyjnych. Kiedy w 1994 roku Peter Singer i Paola Cavalieri w ramach stworzonego przez siebie „Projektu Wielkich Małp” [1] sformułowali deklarację praw człowiekowatych, dokonali de facto projekcji swojego antropocentrycznego i hierarchicznego spojrzenia na systematykę gatunków, która sama w sobie nie porządkuje przecież gatunków piętrowo, przypisuje je tylko do poszczególnych kategorii. Systematyka staje się hierarchiczna, dopiero, kiedy patrzymy na nią z wewnątrz, z punktu, który zajmuje w niej nasz gatunek. Dopiero wtedy możemy pytać o stopień pokrewieństwa, lub genetycznego podobieństwa z innymi gatunkami i na tej podstawie zataczać wokół siebie szersze, lub węższe kręgi wspólnoty i lojalności. Singer i Cavalieri decydują się zakreślić arbitralny krąg oparty na kategorii systematycznej, jaką jest rodzina, obejmujący wszystkie człowiekowate (oprócz człowieka!), a więc goryle, orangutany, szympansy i bonobo. Gdyby zdecydowali się odwołać raczej do kategorii nadrodziny i objąć emancypacyjnym postulatem wszystkie człekokształtne, nie zatrzasnęliby drzwi przed gibonami. Zwracając się w stronę człowiekowatych w „Projekcie Wielkich Małp” Singer zstępuje ze szczytu wyobrażonej drabiny zupełnie tak samo, jak robi to we wcześniejszym „Wyzwoleniu Zwierząt”, kiedy zastanawia się, wobec których istot żywych zakaz zjadania przestaje obowiązywać. Tak więc „Projekt Wielkich Małp” zastępuje szowinizm gatunkowy szowinizmem rodzinnym (w znaczeniu kategorii systematycznej).

Jednym z krytyków antropocentrycznej perspektywy przyjętej przez Petera Singera jest jego dawny kolega i jeden z pierwszych sygnatariuszy „Projektu Wielkich Małp”, Gary L. Francione, który argumentuje, że przyznawanie zwierzętom praw nie powinno wynikać ani z funkcjonalnego, ani genetycznego podobieństwa do ludzi. Przeciwstawia się też gradacji praw żywych stworzeń ze względu na specyficzne cechy poszczególnych gatunków, na przykład próbom tworzenia takich konstrukcji prawnych jak status osoby pozaludzkiej, wskazując, że konsekwencją tego kroku będzie utrwalenie nie-osobowego statusu wszystkich pozostałych stworzeń. Francione proponuje uniwersalną zasadę całkowitego wyjęcia zwierząt pozaludzkich spod władzy człowieka. Jednak on również decyduje się na zakreślenie pewnego kręgu lojalności, powołując się na fundamentalny charakter cechy jaką jest zdolność odczuwania, która jego zdaniem jako jedyna może konstytuować wspólnotę osób.

Spór wokół „Projektu Wielkich Małp” odnosi się przede wszystkim do zagadnienia, na jakich zasadach etycznych konstruować strategie emancypacyjne, mające na celu wyzwolić zwierzęta pozaludzkie spod władzy i ucisku człowieka. Nie jest to jednak jedyna płaszczyzna, na jakiej rozgrywają się relacje obu stron i nie jedyna, na jakiej kwestionowanie hierarchicznego modelu może przynieść wartościowe rezultaty. Również długą tradycję oswajania zwierząt towarzyszących warto poddać antyhierarchicznej krytyce. Jest to projekt o tyle ciekawy, że w odróżnieniu od postulatu emancypacyjnego, który niezależnie od proponowanych metod ma jasno określony punkt docelowy (ostateczne wyzwolenie od zadawanego przez człowieka cierpienia), postulat budowania międzygatunkowej wspólnoty otwiera perspektywy fantastyczne i nieprzewidywalne. Jeśli wspólnota ta ma rozwijać się wyzwolona z antropocentrycznego i hierarchicznego paradygmatu, jej budowa musi zapewne przyjąć postać konstruowanych zawsze od nowa spotkań, których podmiotami nie mogą być naukowo zdefiniowane gatunki a jedynie chętne do ich przeżywania osobniki. Również ta wspólnota opiera się jednak na pewnej dającej się naukowo zdefiniować cesze: uczestniczyć w niej mogą istoty posiadające teorie umysłu, to znaczy istoty świadome istnienia innych istot świadomych.

Posiadanie teorii umysłu oznacza, że możemy spojrzeć na innych jako na przedmiot własnej obserwacji, a następnie odwrócić rolę i zrozumieć, że sami jesteśmy przedmiotem ich oglądu. Oznacza to więc nieodwracalne uwikłanie w sieć obserwujących się wzajemnie podmiotów. Ale posiadanie teorii umysłu warunkuje też posiadanie koncepcji znaku, gdyż ten kto wierzy, że inni są świadomi, musi zarazem wyobrażać sobie, że inni interpretują rzeczywistość, w tym jego własne zachowanie, które staje się dla nich znakiem jego stanów wewnętrznych. A więc schwytane w sieć wzajemnych spojrzeń podmioty uczestniczą zarazem we wspólnocie komunikacyjnej, dzięki którym nie są jedynie siecią luster, które w nieskończoność odbijają się w sobie, lecz mogą także wymieniać informacje. Teoria umysłu w połączeniu z życiem stadnym musi prędzej lub później wydać strumień procesów kulturowych. Można powiedzieć, że uczestnictwo w ewolucyjnej konstrukcji, jaką jest teoria umysłu, to uniwersalna przepustka do uczestnictwa w kulturze, rozumianej jako kategoria ogólna, czyli wielka wspólna matryca, oraz powiązana z jej istnieniem pewność, że chociaż w punkcie wyjściowym poszczególne kultury mogą pozornie nie posiadać punktów wspólnych, to jednak ich wytworzenie lub odnalezienie, na tym wspólnym gruncie jest już zagadnieniem czysto technicznym. Otwarte pozostaje pytanie czy dynamika stosunków między kulturami nie zreprodukuje relacji hierarchicznych, nawet wbrew najlepszym intencjom tworzących je jednostek. Tak czy inaczej prawdę o dystansie dzielącym nas od innych (zarówno ludzi jak i nieludzi), jego skali i charakterze rozumiemy dopiero, kiedy obie strony podejmują próbę przekroczenia go.

[1] Por. http://www.animal-rights-library.com/texts-m/cavalieri01.htm dostęp: 21.11.2015

Adam Jastrzębski

Zobacz inne teksty autora:

    Wakat – kolektyw pracownic i pracowników słowa. Robimy pismo społeczno-literackie w tekstach i w życiu – na rzecz rewolucji ekofeministycznej i zmiany stosunków produkcji. Jesteśmy żywym numerem wykręconym obecnej władzy. Pozostajemy z Wami w sieci!