Tutaj, czyli gdzie?

(Tekst pierwotnie ukazał się w publikacji Tutaj, która zbierała refleksje osób zaangażowanych w projekcie o tym samym tytule realizowanym przez Stowarzyszenie Praktyków Kultury w 2012 roku. Wszystkie produkcje (słuchowiska, filmy, mapy, zdjęcia), dzienniki animatorów i animatorek oraz samą publikację można ściągnąć ze strony www.praktycy.org/tutaj (uwaga: strona we Flashu).)

Patrząc na dotychczasowy dorobek Stowarzyszenia Praktyków Kultury, dostrzegam, że grupy społeczne, z którymi podejmujemy pracę, charakteryzują się często słabym osadzeniem w kulturze, w której przyszło im żyć. Tak się dzieje w przypadku młodzieży z ubogich dzielnic Warszawy, która wychowuje się na ulicach; w przypadku wychowanek zakładu poprawczego, które są izolowane od społeczeństwa i napiętnowane; w przypadku uchodźców, którzy wybrali ucieczkę z kraju, będącego źródłem ich kultury, a także w przypadku ich dzieci, które są wychowywane naraz w dwóch kulturach o sprzecznych systemach wartości. W tej perspektywie nasza praca wydaje mi się ciągłym zadawaniem pytania „kim jesteś?”. Pytania, które pomaga odnaleźć swój własny, indywidualny kontekst, zakorzenić się. Poprzez różnorodne formy, takie jak teatr, fotografia, film, muzyka, literatura, taniec staramy się wspólnie określić składniki naszej tożsamości.

Mam w sobie przeświadczenie, że ciągłe zadawanie sobie tego pytania pomaga tworzyć punkty odniesienia, na których można oprzeć sens naszych działań. Moje doświadczenie podpowiada mi również, że musimy powtarzać pytania, a nie odpowiedzi, gdyż odpowiedź prawie nigdy nie jest oczywista. Tak było w przypadku chłopca z warszawskiej Pragi, który odnalazł siebie w brazylijskiej tradycji sztuki walki i tańca zwanej capoeira [1] i żyje teraz w Ameryce Południowej. Tak jest również w przypadku wielu mieszkających w Polsce czeczeńskich dziewczynek, które wybierają elementy z kultury polskiej i z kultury czeczeńskiej, by tworzyć z nich swoją codzienną tożsamość.

W projekcie Tutaj ponownie zadaliśmy to pytanie. Tym razem padło ono w sześciu małych miejscowościach rozrzuconych po Polsce, w których prowadziliśmy warsztaty twórcze. Założyliśmy, że w każdej miejscowości powstanie jakiś produkt artystyczny, który zostanie opublikowany lub udokumentowany na stronie internetowej i zaprezentowany na finale w Trawnikach.

Projekt Tutaj był kontynuacją naszych badań nad tożsamością. W podobny sposób pytaliśmy o nią w projekcie Multipublikacja, skierowanym do młodych uchodźców mieszkających w Warszawie. Tam również proponowaliśmy różnorodne warsztaty, których wytwory były próbą odpowiedzi na pytanie z czego składa się „ja” osób uczestniczących. W innym projekcie stworzyliśmy spektakl Historie Ziny [2], oparty na opowieściach uchodźczyń z Czeczenii. W tym przedstawieniu, podpbnie jak w projekcie Tutaj, pytaliśmy o to, jak przestrzeń wpływa na tożsamość. Polskie aktorki, użyczając swoich twarzy anonimowym uchodźczyniom, pytały ze sceny, co dzieje się z człowiekiem, kobietą, Czeczenką, która przenosi się z kraju do kraju, jak wpływają na nią przebyte kilometry i trudne doswiadczenia nagromadzone przed, po i w trakcie drogi. W projekcie Tutaj pytaliśmy natomiast o tożsamość lokalną, małomiasteczkową, w miejscowościach sąsiadujących z granicami kraju, z daleka od centrów – wydawałoby się – kulturotwórczych takich jak duże miasta. W skrócie pytaliśmy: „Tutaj, czyli gdzie?”.

Spotykaliśmy się z różnymi osobami – lokalnymi liderami, młodzieżą, seniorami, organizacjami pozarządowymi, domami kultury. Rozmawialiśmy, śpiewaliśmy, robiliśmy zdjęcia, chodziliśmy na szczudłach. Szukaliśmy razem tego, co swoiste, co tutejsze. W trakcie zbierania opowieści nie ocenialiśmy, staraliśmy się być lustrami dla naszych rozmówców. Potem oferowaliśmy nasze indywidualne umiejętności, by wspólnie przetworzyć zebrany materiał.

Przy pierwszym kontakcie napotykane osoby opowiadały nam o swojej miejscowości zgodnie z wyobrażaniem, które chciały nam przekazać. Obraz tego miejsca był jednorodny i nieprzeźroczysty. Jednak – tak jak opisuje to Hanna Zielińska – z czasem docieraliśmy do mniej oficjalnego wizerunku [3]. Obraz zmieniał konsystencję, lokalna tożsamość okazywała się płynna, wielowarstwowa, o różnych odcieniach.

Odpowiedzi, które uzyskiwaliśmy, świadczyły o kompleksowości tego, co określamy jako „nasza kultura”. Kultura jest tworzona przez grupę. W tym kontekście sformułowanie „kultura indywidualna” brzmi jak oksymoron, jednak sposób dobierania i mieszania składników z tego, co wspólne, okazuje się bardzo osobisty.

Według mnie za sprawą tych odpowiedzi mogliśmy obserwować w mikroskali napięcia, które są obecne od lat w polityce i w podziałach społeczeństwa w skali całego kraju. Być może u ich podłoża znajdziemy różnice w definiowaniu tożsamości.

Na temat tożsamości napisano już wiele filozoficznych, antropologicznych, socjologicznych i psychologicznych książek. Na potrzeby tego tekstu pozwolę sobie zacytować tylko kilka z nich i naszkicować uproszczoną wizję ewolucji tego pojęcia.

Zanim społeczności europejskie zdobyły świadomość narodową – co wydarzyło się nie tak dawno temu – gwarantem integralności państwa był władca. Po upadku monarchii absolutnej czynnikiem łączącym ludność w granicach państw stał się nacjonalizm, który rodził się w tamtych czasach.

„W imię woli ludu państwo było zmuszone do uznania za obywateli tylko «członków narodu», do zagwarantowania pełnych praw obywatelskich i politycznych tylko tym, którzy należeli do społeczności narodowej na zasadzie pochodzenia i urodzenia. Oznaczało to, że państwo zostało częściowo przekształcone z narzędzia prawa w narzędzie narodu. (…) Wydawało się, że jedyną więzią między obywatelami państwa narodowego pozbawionymi monarchy symbolizującego ich fundamentalną wspólnotę pozostało narodowe, a więc wspólne pochodzenie. Toteż w stuleciu, w którym wszystkimi klasami oraz odłamami ludności rządził interes klasowy lub grupowy, interes narodu jako całości miał być zagwarantowany przez wspólne pochodzenie, czego uczuciowym wyrazem był nacjonalizm.”[4]

Jednocześnie z nacjonalizmem wewnątrz granic państwa, rodziła się wiara w mistyczną więź między członkami narodu rozrzuconymi po świecie. Ten rodzaj nacjonalizmu nazywany był przez Hannah Arendt „plemiennym”:

„Dopiero wraz z «rozwiniętą świadomością plemienną» pojawiło się owo szczególne utożsamienie narodowości z duszą jednostki, ta zwrócona do wewnątrz duma nie dotyczyła już wyłącznie spraw publicznych, ale przenikając wszystkie dziedziny życia prywatnego do tego stopnia, że na przykład «życie prywatne każdego Polaka (…) jest publicznym życiem polskości».”[5]

Dwie wojny światowe jeszcze pogłębiły ten proces. Antagonizacja państw sprzyjała doszukiwaniu się wyjątkowości narodowej duszy. Jeszcze 30 lat temu, z punktu widzenia przeciętnego Polaka świat wydawał się prostszy, bardziej podzielony: obracając globus rozpoznawaliśmy USA („Amerykę”), Izrael, Niemcy, Rosja, Chiny. Każdy z tych krajów wydawał się zamieszkany przez inny gatunek człowieka. Polak zdawał się różnić swoją esencją od przedstawiciela innego narodu. Taka wiara sprzyjała powstawaniu tożsamości, której punktem odniesienia była grupa narodowa.

Teraz wszystko się pomieszało. Nastał pokój i Unia Europejska. Ludzie emigrują swobodnie. Współpraca gospodarcza i polityczna skłania do poszukiwania podobieństw, a nie różnic między obywatelami różnych państw. Odpowiedź na – niegdyś proste – pytanie „Kim jest Polak?” stała się nieoczywista. Coraz więcej osób otwiera się więc na dynamiczną definicję tożsamości, która zakłada, że Polska składa się z ludzi, którzy ją zamieszkują, kimkolwiek by nie byli. Tym samym „polska tożsamość” jest zmienna, ewoluuje i każdy ma prawo definiować ją inaczej. To z kolei skutkuje coraz wątlejszym przywiązaniem do tożsamości narodowej i wzrostem indywidualizmu w społeczeństwie. Stało się to tak niedawno i – w perspektywie procesów historycznych – tak szybko, że jesteśmy świadkami zderzenia się światopoglądów grup o różnych definicjach tożsamości. Zderzenia tym gwałtowniejszego, że te różnice wpływają na politykę kraju, jego współpracę z zagranicą, podejścia do praw mniejszości, historii i obyczajów. Różne obozy i partie spierają się o wizje Polski i polskości. Nacjonalistyczny sposób myślenia odnajdujemy u wielu współczesnych, konserwatywnych myślicieli:

Jarosław Marek Rymkiewicz: Jeśli w takim społeczeństwie, w jakim żyjemy (postnowoczesnym czy postpolitycznym – jak to się teraz nazywa), jego czwarta część jest przekonana, że warto być narodem – to znaczy, że ten naród istnieje i będzie istniał. 8 czy 9 milionów Polaków – nie trzeba więcej.
Krzysztof Masłoń: (…) Druga jedna czwarta, a nawet trochę większa jedna czwarta, wyznaje inne wartości, inaczej pewnie postrzegając Polskę, Europę i świat.
J.M.R.: Co do tej drugiej jednej czwartej to mogę powtórzyć tylko to, co powiedziałem 15 lat temu (…). Nie interesujecie mnie, róbcie sobie, co chcecie, idźcie sobie do Europy albo gdzie indziej, gdzie się wam podoba. Tu jest nasz kraj – wolnych Polaków. Jedna czwarta to zupełnie wystarczy, żeby być wolnym narodem. (…)
Cała ich wiedza życiowa, całe ich życiowe doświadczenie, ich życiowy trud ufundowane są na tym, że będąc Polakami, są wolnymi ludźmi. Ja jestem taki jak oni – z mojej polskości wybieram właśnie wolność, ceniąc sobie najbardziej to, że jestem wolnym człowiekiem. I jak wolny człowiek mogę powiedzieć tym, którzy nie chcą być wolnymi Polakami – a je… was pies. A tych moich rodaków, z którymi odczuwam więź narodową, do niczego przekonywać nie trzeba. Oni wychowają swoje dzieci na dobrych Polaków. Trzeba im tylko odrobinę pomóc i nauczyć te dzieci (…). Trzeba te dzieci przyzwyczaić do tego, że Polak czyta wiersze Jana Kochanowskiego i uczy się ich na pamięć. Trzeba wykonać wielką pracę edukacyjną i odebrać szkołę z rąk ludzi, którzy chcą szkodzić sprawie Polski (…).”[6]

Przytaczając tę wypowiedź, nie skupiam się na polityce, lecz na analizie definicji tożsamości. W uproszczeniu można powiedzieć, że indywidualizm zakłada, że „ja” może być różnorodne, a suma wszystkich „ja” stwarza kulturę państwa. Nacjonalizm z kolei zakłada, że tożsamość narodowa jest danym i niezmiennym zbiorem cech (np. „Polak jest wolny”), a kto się z nimi nie identyfikuje lub ich nie posiada, nie może być częścią narodu. Poniższe rysunki obrazują niekompatybilność tych dwóch perspektyw.

(Źródło: opracowanie własne)

Nie zajmuję neutralnej pozycji w tej debacie. Dostrzegam, że nacjonalizm ma działanie spajające wspólnotę narodową i rozumiem, że było to zjawisko pożądane w czasie wojny. Dzisiaj jednak objawia się przede wszystkim negatywna konsekwencja nacjonalizmu jaką jest wykluczanie części społeczeństwa. Wypowiedź Rymkiewicza jest znamienna: kwestia bycia lub niebycia Polakiem jest dla niego zero-jedynkowa. Symboliczna przynależność do narodu jest wartością nadrzędną, a osoby, które posiadają cechy, które nie mieszczą się w tradycyjnie pojętej polskości, takie jak – zakładam – homoseksualizm, religia inna niż katolicka, czy kolor skóry inny niż biały, nie powinny czuć się w Polsce u siebie.

W książce Indywidualizm i jego krytycy, Magdalena Środa przedstawia i kontruje argumenty wielu myślicieli, krytyków indywidualizmu. Ograniczę się do zacytowania jednego fragmentu.

Komunitarianie uważają – pisze Środa – że „Cnotą wiążącą wszystkich obywateli (w porządku przestrzennym, ale ponadczasowym) jest patriotyzm. W Dziedzictwie cnoty MacIntyre twierdzi, że przykład społeczeństw bohaterskich uczy nas dwóch rzeczy: tego, że każda moralność jest do pewnego stopnia związana z lokalną określoną wspólnotą społeczną, oraz tego, że dążenie nowoczesnej moralności do uniwersalności, do uwolnienia się od wszelkiej określoności, jest złudzeniem. (…) Nietrudno jednak zauważyć, że społeczeństwo liberalne przed zarzutem przygodności łatwo da się obronić, choćby powołując się na sam fakt jego trwania, tymczasem wartość patriotyzmu w dobie państw federacyjnych (np. Unii Europejskiej), procesów globalizacyjnych, w dobie rosnących w siłę ruchów pacyfistycznych staje pod poważnym znakiem zapytania. ”[7].

Nigdy nie powiedzieliśmy tego głośno. Nigdy tego nie uzgadnialiśmy między sobą. Nie było potrzeby. Przyjęliśmy za oczywiste, że w naszych działaniach stawiamy dobrostan, wolność wyboru i poczucie spójności wewnętrznej jednostki ponad normy kulturowe. Wydaje mi się, że ta oczywistość wiąże się z charakterem naszej pracy, w której obcujemy z ludźmi i wsłuchujemy się w ich potrzeby. Z przedkładaniem losu jednostki nad symbole narodowe. Świadomi uwarunkowań kulturowych dążymy do przeciwdziałania wykluczeniu. Działania projektu Tutaj miały na celu m.in. wspólne docieranie do składników tożsamości lokalnej, upowszechnienie naszych obserwacji na temat toczącej się ewolucji definicji tożsamości i celebrowanie bogactwa różnorodności, które jest często na wyciągnięcie ręki.

 

[1] Sytuacja, która wydarzyła się w projekcie Stowarzyszenia Teatralnego Remus, w którym działałem przed powstaniem Stowarzyszenia Praktyków Kultury.
[2] Strona internetowa projektu: www.praktycy.org/historie
[3] Hanna Zielińska, Pani z Warszawy, w: Tutaj, s.21, Stowarzyszenie Praktyków Kultury, Warszawa 2012
[4] Hannah Arendt, Korzenie totalitaryzmu, cz. I i III, przeł. Mariola Szawiel, Wydawnictwa Akademickie i Profesjonalne, Warszawa 2008, s. 327–328.
[5] Tamże, s. 323.
[6] Polska wolność jest najważniejsza, wywiad Krzysztofa Masłonia z Jarosławem Markiem Rymkiewiczem, „Rzeczpospolita”, 16 lipca 2010.
[7] Magdalena Środa, Indywidualizm i jego krytycy. Współczesne spory między liberałami, komunitarianami i feministkami na temat podmiotu, wspólnoty i płci, Fundacja Aletheia, Warszawa 2003, s. 281.

David Sypniewski

Zobacz inne teksty autora:

    Wakat – kolektyw pracownic i pracowników słowa. Robimy pismo społeczno-literackie w tekstach i w życiu – na rzecz rewolucji ekofeministycznej i zmiany stosunków produkcji. Jesteśmy żywym numerem wykręconym obecnej władzy. Pozostajemy z Wami w sieci!