Ecoporno, zbawże świat

Less people = more trees, głosi transparent znajdujący się w mieszkaniu Tommy’ego i Leony, fundatorów i głównych aktywistów Fuck for Forest. Ekologia posunięta do fundamentalizmu? Paradoksalnie członkom organizacji bliżej do duchowych spadkobierców złotej ery hippisów niż agresywnych wojowników z szeroko pojmowanym Systemem. Propagowanie wyzbycia się narzuconych odgórnie, drogą legislacyjną, ograniczeń seksualnych na rzecz dosłownego, posuniętego bardzo daleko w stosunku nawet do zachodnioeuropejskich norm pojęcia wolnej miłości, łączy się w manifestach grupy z ekologiczną ideologią ratowania przyrody i utopijnych haseł powrotu do zjednoczenia z naturą. Znamienny dla całej tej otoczki jest przybijający, a ujęty w dokumencie Michała Marczaka, nastrój zrezygnowania, a wręcz fatalizmu w kontekście wiary w propagowane hasła. Przyświecające organizacji motto niejednokrotnie blednie w obliczu emocjonalnych wyznań aktywistów, że ostatecznie i tak nasza planeta „ma przejebane”. Stąd, kiedy w kluczowych scenach „Fuck for Forest” aktywiści zestawieni zostają z odmienną kulturą, która przejawia silną potrzebę obrony i akcentowania swoich racji, hasła nikną, odsłaniając kolektyw, którego struktura pozbawiona jest równie silnych nitów mocujących. Ostatecznie trudno pozbyć się wrażenia, że tak jak punktem wyjścia dla założycieli FFF była hedonistyczna przyjemność płynąca z eksperymentów seksualnych, rejestrowanych aparatem cyfrowym lub kamerą, tak w momencie rozstania się widzów z bohaterami pozostaje poczucie, że na ich światopogląd składa się w dalszym ciągu przyjemność kręcenia ecoporno, przysłonięta ideologiczną wioską potiomkinowską.

Podstawy programowe organizacji w interesujący sposób starają się pogodzić ekologiczny, antysystemowy idealizm z czysto biznesowym pragmatyzmem spod znaku epoki nowych mediów. Zasady funkcjonowania wirtualnej oraz działającej w „realu” społeczności Fuck for Forest są proste – zasoby internetowe, na które składają się zdjęcia oraz filmy porno, realizowane amatorską metodą przez sympatyków oraz aktywistów, stają się dostępne po uiszczeniu odpowiedniej kwoty bądź uploadingu na serwerach własnych, dziesięciu zdjęć o treści co najmniej erotycznej. Tak sprytnie założona strategia oparta została o główne filary ideologiczne grupy, koncentrujące się wokół szeroko pojmowanych haseł ekologicznych i wolnościowych. Skoro zwierzęta mogą kopulować w każdym miejscu, zaś same ze swojej natury są „nagie”, dlaczego takie prawo nie może obejmować także ludzi? – pytają aktywiści w swoim manifeście. W tym kontekście akt na tle zieleni drzew lub stosunek seksualny, uprawiany na łonie natury, staje się wyrazem buntu wobec opresyjności prawa pisanego i obyczajowego, performancem wymierzonym w ograniczenia narzucane poczuciu własnej seksualności oraz związanych z nią preferencjami. Musimy na nowo wejść w kontakt z naturą, ponieważ natura w czystej formie jest wolna – przekonuje Tommy w dialogu, mającym służyć za ideologiczną wykładnię podstaw działalności grupy. Światopoglądową układankę Fuck for Forest dopełnia modny na ulicach zachodnich miast freeganizm (również uprawiany w takim samym stopniu z ideologicznych, jak i praktycznych, oszczędnościowych pubudek) oraz głoszenie zalet „organiczności”, symbolizowanej przez krew i spermę.

Istotną dla opowiedzianej przez Marczaka historii jest postać Dany’ego, dwudziestoczteroletniego Norwega, mającego wyraźne problemy z odnalezieniem się w obecnym życiu. Dowiedziawszy się o istnieniu takiej organizacji jak Fuck for Forest, postanawia udać się do Berlina, gdzie zaczyna stawiać swoje pierwsze kroki jako czynny aktywista. Dany ze swoim młodzieńczym zapałem, ale i niedoświadczeniem, typowym dla nowicjuszy, staje się jednym z pretekstów, dzięki którym poznajemy organizację oraz rządzące nią od środka zasady. Co więcej, ostatecznie cała konstrukcja filmu opiera się na historii chłopaka, pełniącej funkcję klamry, otwierającej i zamykającej obraz. W tym znaczeniu „Fuck for Forest” nie stanowi jedynie opowieści o grupie aktywistów, odbywających podróż w głąb Amazonii, ale przedstawia świadectwo przemiany pod wpływem otaczających haseł i bodźców. Akt seksualny w tym znaczeniu składa się na element ucieczki od dotychczasowej osobowości (bądź zwyczajnej codzienności), pogrążonej w kryzysie tożsamościowym. Chociaż Marczak postanowił w kluczowych, ważnych dla klarowności opowiadanych wydarzeń momentach odwołać się do pomocy narratora, osoba Dany’ego tym bardziej pozwala reżyserowi wejść w rolę obserwatora patrzącego przez obiektyw sympatyzującym okiem, ale konsekwentnie unikającego wejścia z bohaterami w jakąkolwiek formę bezpośredniej interakcji.

Jednocześnie „Fuck for Forest” w reżyserii Marczaka ma w sobie wszystkie podstawowe założenia wypracowane przez Marcela Łozińskiego w ramach tzw. otwarcia dokumentalisty na rzeczywistość. Owszem, można mu zarzucić, że konstrukcja obrazu w swojej finalnej mierze jest w takim samym stopniu efektem twórczych przemyśleń reżysera, jak i zwykłego zbiegu okoliczności, a może nawet i szczęścia.. Zarazem jednak uderza ogromne wyczucie Marczaka w rejestrowaniu rzeczywistości o wymowie jak najbardziej uniwersalnej. Reżyser wykorzystuje dobrą, filmową zasadę i przechodzi od szczegółu, jakim jest mała grupa aktywistów z Fuck for Forest, do ogółu, odnoszącego się do europejskiego, współczesnego, świata, w którym żyjemy. W swoim drugim, zrealizowanym po Końcu Rosji dokumencie, ten młody przecież reżyser, przejawia duży stopień dojrzałości twórczej, pozwalającej opowiadać o tematach w sposób pozbawiony płytkiej, męczącej dla percepcji dosłowności. Stanowi to w jakiś sposób przeciwieństwo działalności Fuck for Forest, gdzie forma pełni istotniejszą funkcję niż ogólnikowa, enigmatyczna treść.

Niedookreślenie stanowi główną słabość ideologiczną organizacji. Kolejną – mnogość wszelkiej maści przeciwników. Czym jest dla aktywistów ten złowieszczy „system”? Instytucją państwa?Wierzeniami religijnymi, narzucającymi swoje wizje moralności? Koncernami finansowymi lub farmaceutycznymi? Telewizją, karmiącą widzów obrazami okrucieństwa wojny i jednocześnie cenzurującej kobiece sutki jako przejaw nieakceptowalnej cielesności? Przemysłem, niszczącym zielone płuca planety? Ta niejasność, niepewność co do swoich własnych założeń, mglistość podejmowanych planów w pełni uderza w momencie zetknięcia się przedstawicieli FFF z mieszkańcami amazońskiej dżungli. Opłakiwanie utopijnego „raju utraconego”, gdzie nagość była czymś powszechnie akceptowalnym, pożywienie zdobywało się pracą własnych rąk, a zioła stanowiły podstawę medycyny, w kontekście absolutnej nieznajomości panujących w Amazonii stosunków ekonomiczno-społecznych niepokojąco przypomina tak dobrze znane w kulturze Zachodu wzdychanie do bon sauvage. Aktywiści Fuck for Forest, mający się w swoim mniemaniu za bodaj ostatnich piewców mitycznego Złotego Wieku w historii ludzkości, zostają poddani wielostronnej krytyce ze strony grupy etniczej, uważanej za naturalnych spadkobierców swoich tubylczych przodków sprzed wieków. Oferowany przez Fuck for Forest układ – wykupienie ośmiuset hektarów ziemi za dwadzieścia tysięcy euro, przy zastrzeżeniu nietykalności tego terenu – odbierany jest jako próba oszustwa lub – w najlepszym razie – zamknięcie mieszkańców okolicznych wiosek w skansenie biedy, chorób i zacofania. Rytuały, odprawiane na powitanie przybyszów, w większym stopniu opierają się na dawnej i minionej już tradycji, niż współtworzą świat przeciętnego mieszkańca Amazonii XXI wieku. Prawa rządzące całą globalną wioską zmodernizowały słownik jego potrzeb, zawartych w uniwersalnej piramidzie Maslowa o hasła typu „nowe miejsca pracy”, „lepsze perspektywy ekonomiczne”, ”inwestycje gospodarcze”. „Szlachetny dzikus” z plemienia Bora i Huitoto w zawodach na pragmatyczność, których sędzią jest widz, wygrywa z autorami ecoporno. Nawet nieskrępowana seksualność Fuck for Forest budzi daleko posunięte oskarżenia mieszkańców o niemoralność i prostytuowanie dzieci. Idea poległa, Brutus zabił Cezara. Ta typowa dla dzieci ery hippisowskiej i post-hippisowskiej nieprzystawalność do realiów zostaje podkreślona przez Marczaka w ostatniej scenie, gdy Dany próbuje namówić przebywających w Norwegii palestyńskich uchodźców do wspólnego, nagiego protestowania przed budynkiem parlamentu. Mówisz nam o seksie i drzewach, a my tu mamy swoje problemy – krótka odpowiedź w kontekście całego obrazu jest jednym z najważniejszych wypowiedzianych w filmie zdań. Kiedy rzeczywistość pochłania walka o codzienne przetrwanie, marzenia o nieskrępowanej nagości rozczulają swoją prostotą i naiwnością jednocześnie.

Ostatecznie w obrazie Michała Marczaka najbardziej uderza łatwość, z jaką grupa aktywistów Fuck for Forest podłamała się po amazońskiej wyprawie. Poszczególni jej członkowie rozpierzchli się na kilka miesięcy po kontynencie południowoamerykańskim, oddając się zajęciom wszelkiego rodzaju – od powiązanej z profilem FFF ekologicznej działalności (jak sadzenie drzew) po ucieczkę w medytacje w Andach. Czy wobec tego ecoporno rzeczywiście uratuje świat? Scena konfrontacji z autochtonami znad rzeki Ampiyacu zawiera jeszcze jeden obraz – mężczyzny sprzedającego po zaniżonej cenie piły spalinowe marki Stihl. To oznacza, że w amazońskiej dżungli runie o kilka drzew więcej. Możliwe jednak, że dzięki funduszom zebranym z amatorskiej pornografii w innym miejscu na świecie ktoś umieści w ziemi nowe sadzonki. Świat nadal będzie popieprzony, ale w trochę mniejszym stopniu.

Marcin Pigulak

Zobacz inne teksty autora:

    Wakat – kolektyw pracownic i pracowników słowa. Robimy pismo społeczno-literackie w tekstach i w życiu – na rzecz rewolucji ekofeministycznej i zmiany stosunków produkcji. Jesteśmy żywym numerem wykręconym obecnej władzy. Pozostajemy z Wami w sieci!