Wszyscy jesteśmy poliamorystkami

Wszyscy jesteśmy poliamorystkami

Kuan mieszka z Marią. Kocha Marię, wychowuje Patryka. Albo na odwrót. Kuan jako Maks spotyka się z Norbertem. Maks jako Kim Lee spotyka się ze sprzecznymi reakcjami. Norbert poznał Ninel. Ninel jeszcze nikogo nie poznała. Partnerką zaś Marii i Maksa jest milcząca zgoda, dzięki której Maria rywalizuje z kobietą w Kuanie – Maksem i Kim Lee. Bo Marię oszukały normy – i to najlepsze, co mogło jej się przydarzyć.

Tymczasem Inga jeden plus jeden od zawsze uznawała za kompromis. Dziewczynki na podłodze jej „łazienki cały czas potrzebowały zapewnień, że jest z nami On, kimkolwiek chciały, żeby był. Monogamia bolała…”. Nie bolało queerowanie ról i miłość w kontekście ewokowanych innych. „W pokojach hotelowych nawet bez urządzeń na podczerwień można było zobaczyć ślady poprzedników. Alek kochał się ze mną wewnątrz opowieści o swoim małżeństwie. A będą jeszcze inne konfiguracje”. Wtedy Hanka zanurzyła twarz między nogami Ingi. Inga z jękiem machnęła ręką i zrzuciła z szafki zdjęcie sześcioletniej dziewczynki. Zdjęcie spadło na podłogę i się stłukło. A Hanka krzyczała wniebogłosy. „Moje ciało czuło poprzez nią, więc relacja mogła być zwrotna. Chyba była. Niewykluczone, że Hance nie chodziło o mnie, że zamykała oczy, bo byłam niepotrzebna. Że czuła przy sobie tylko siebie, albo kogoś innego – nie mnie”. Zanotowała później „W powietrzu” Inga.

Marek właśnie wyszedł z kolejnego poważnego związku. Policzył swoje nieudane relacje na palcach jednej ręki. Nie zmieściły się. Która z nich była tą jedyną? I dlaczego nie była jedyna? Szukał dalej. Paweł bierze Martę od tyłu. Marta nie jest żoną Pawła. Żona Pawła odbiera syna z przedszkola. Zaraz odbierze bliźniaczki ze żłobka. Potem ugotuje obiad. Bierze to wszystko na serio – byle do przodu. Kiedy zadzwoni do Marka? Ewa z kolei jest aseksualna. Bronek, Donald i Andrzej znakomicie to rozumieją i bardzo ją kochają. Gdy zaadoptowali Ewelinkę, ich wspólne życie zrobiło salto. Ale wciąż było fajnie, choć przecież inaczej.

Trybson przeruchał tej nocy dwie foczki, a Paweł tylko jedną. Świeżak miał okazję na trójkącik z Hiszpankami: to plus dwa punkty do jego listy. Niestety, nie skorzystał, bo wybrał kocicę, która go wydymała. Dziewczyny z ekipy jak zawsze nie uprawiały seksu z nieznajomymi, bo się szanują.

Miód dobrze wiedział, że bez niego stosunku nie będzie. Przedłużał relację z pszczołami aż do sycącej erupcji słodyczy. Marcela zanurzyła w nim rękę i posmarowała waginę, gdy ta miała właśnie monolog. To zatkało jej usta. Położyła się w przydrożnym lesie. Misie, lisy, wilki i dziki miały używanie. Nikt nie odszedł, nikt nie doszedł głodny.

Karol kochał z kolei dziuple. Niektóre dziuple odwzajemniały miłość, inne nie.

W końcu postanowili zamieszkać razem. W środku sypialni postawili olbrzymie łóżko – było ich sześcioro, a każdy zasługiwał na godny spoczynek. Łóżeczko Emmy znajdowało się tuż obok. Tylko Ross i Monica mieli początkowo pewne opory – szybko okazało się jednak, że w łóżku brat jest równie interesujący jak mąż. O przyjaciółkach nie wspominając. Łóżko też zdawało się zadowolone, a dom działał na najwyższych obrotach.

Ogórek soczyście wyglądałby na talerzu, a nawet na twarzy. Dominika miała jednak względem niego inne zamiary. Otworzyła się na niego i przyjęła w siebie. Po wszystkim pokroiła, zjadła i wydaliła, by mógł dalej kopulować w ziemi i rozmnażać kolejne ogórki. Ogórek to też kobieta: na szczęście, zdążył zostać matką.

Adam zakorzenił się w sieci. Należał do Sali Samogwałcicieli. Mimo to, przed ekranem nigdy nie czuł się sam – kochał wszystkie członki i członkinie swojej grupy i nie wyobrażał sobie bez nich życia. A zwłaszcza współżycia. Komputer też kochał – nie tylko Adama, bo współdzielił go z młodszą siostrą, tatą, jego trzema kochankami i koleżanką z pracy, mamą, jej dwoma kochankami, dwiema kochankami i koleżanką z pracy oraz czterema przyjaciółmi domu, którzy lubili zamykać się z rodzicami na długie godziny w pokoju. Czasem pokazywał też babci i jej partnerowi śmieszne obrazki w sieci.

Kurwa, gdzie jest moja ręka?! – zawył przeciągle Pejcz, spoglądając na roznegliżowaną anę klęczącą przed nim w samych majtkach. Po chwili drzwi czerwonej komnaty bólu uchyliły się, a ręka chwyciła Pejcz. A Pejcz chwycił rękę. I powlókł ją z aną, jej wewnętrzną boginią i jej podświadomością ku łóżku. Czerwone mięso opakowane w strupki uginało się pod władczymi machnięciami Pejcza. Do tego doszło.

Słońce doszło i rozjebało kosmos.

Więc spieszmy się kochać ludzi. I nie tylko ludzi.

I ludzie spieszą się kochać. Powoli. „Coraz wcześniejsza inicjacja seksualna. Seks traktowany jako rozrywka. Rozwody, powtórne związki. Zdrady. Monogamia – w sensie ścisłym, jeden jedyny partner na całe życie, jak u gęsi kanadyjskiej – po prostu nie istnieje. Albo przynajmniej jest rzadkością. I powiedzmy sobie uczciwie, że seryjna monogamia to oksymoron” (zapisała Kinga). Współczesne fragmenty dyskursu miłosnego ujawniają: wszyscy jesteśmy po trosze poliamorystkami. Kochamy swoich mężów i swoje żony, kochamy swoje partnerki i swoich partnerów, kochamy swoich kochanków i swoje kochanki, kochamy swoje przyjaciółki i swoich przyjaciół, kochamy swoje dzieci i ich dzieci, kochamy swoich rodziców i ich rodziców, kochamy swoje psy i swoje koty, a nawet swoje przedmioty.

Ale czy słowo „swoje” czegoś nam w tym kochaniu nie zmienia? Skoro i tak kochamy się wewnątrz dyskursów, dlaczego nie kochamy się na językach innych?

Z kim tak naprawdę kochamy się, kiedy kochamy się ze sobą? W kulturze fetyszy, Porn 2.0, kamerek internetowych, randkowych portali, awatarów, interaktywnych aplikacji seksualnych, efeelinków, uwodzenia przez boty, Borysa Szyca z prawą ręką na protezie głosu Dżej Dżej? Orgazm imploduje w sieci, w której z naszymi ludzkimi i nie-ludzkimi (przedmiotami, zwierzętami, roślinami, maszynami, impulsami elektronicznymi) tworzymy szczególne sploty poliamoryczne – w wersji seks-, emo- lub mieszanej.

Czy zatem monogamia nadal jest królową baletów? Jedyną wygraną? Nagrodą za dobrze wykonaną robotę? Odroczoną w czasie i czas odraczającą. Na co i kogo wydamy czas i pieniądze zaoszczędzone przez zredukowanie nas do dwojga? Czy monogamia pracuje, a poliamoria raczej trwoni? Monogamia na pewno trwa w najlepsze, poli – wydarza się jak monada. Naraz. Bez celu. Nie istnieje bowiem wyczerpywalna pula miłości, którą w (bio)postpolitycznym geście zarządzamy.

Monogamia cierpliwa jest, łaskawa jest. Nie unosi się pychą, nie dopuszcza się bezwstydu, nie szuka swego, nie unosi się gniewem, nie pamięta złego. Wszystko znosi, wszystko przetrzyma. Ale czy nie staje się patriarchalnym paktem wszystkich ze wszystkimi? Opodatkowanym barterem kobiet? Szczęściem, za które nie zapłacisz kartą MasterCard (ale za wszystko inne już tak)? Poliamoria nie chce jej tego zazdrościć, lecz dostaje zazdrość w pakiecie podstawowym. Trafia do programu „Mam cię”, bo pomyliła studia, choć „Kocham cię” też jest już nieźle obstawione. Na ‘posiadanie’ i ‘własność’ mało nie posiada się ze śmiechu, a i tak daje im się posiąść. Lubi monogamię, ale lubi też inne relacje, których – często przez władzę absolutną i całkowity kapitał w rękach (genitaliach?) monogamii – nie nawiązuje. Pragnie, by monogamia nie była jedyna i mono, ale wciąż ma niewiele do gadania, bo jest wykluczoną. Wyprowadza się na skłot, ale nie mówi: „Dzień dobry”, bo chciałaby być afatyczką. Milczącą zgodą wszystkich ze wszystkimi. Heterotopią. Socjalizmem. Kulturą bliskości i odpowiedzialności (za cudze życia i afekty). Projektem politycznym. Nową, dynamiczną etyką bez języka. Nowym językiem bez kontraktu. Nowym kontraktem bez kodyfikacji. „Czy moglibyście przestać knuć po polsku i przejść na zrozumiały, obcy dla każdego z nas język?” (zapisał Ignacy ustami Judi).

Czy jest poliamorystką? Gdzie jest podmiot naszych zdań, naszych stosunków? Czy w podmiot wchodzą inne zwierzęta ludzkie i pozaludzkie? Przedmioty? Całe wspólnoty? W jaki sposób teksty kultury pomagają poliamorii zredefiniować podstawowe pojęcia organizujące nasze relacje ze światem: zdrady, zazdrości, związku, miłości, bezpieczeństwa, konsensualności, wzajemności etc.? Co zrobić z opresywnym językiem heteronormatywnej monogamii, w którym mieszkamy? Subwersywnie przejąć czy odrzucić? Czy powinniśmy się skurwić, czy wybielić? Jak nasze poliamoryczne gry językowe powiązać z grami w klasy i dopraszać do nich kolejnych uczestników? Jak w monopol włączyć inną opcję, by możliwe stało się #Razem? By „swoje” nie prowadziło nam już jedynej możliwej miłości? Gdzie jest etyka relacji i troski, kiedy śpi? I czy śpi z nami? Czy „kochanie się” jest dyktowane przez społeczne obyczaje, uzus językowy i konwencje przedstawieniowe, czy też samo może zmieniać strukturę społeczną albo nawet strukturę władzy? Jak wyglądałyby rodzina/ społeczeństwo/ władza/ prawo/ państwo/ język, gdybyśmy potrafili żyć poliamorycznie?

Kiedy może nas w tym projekcie zlicytować przemysł panruchania, z naciskiem na „pan”? Ile będziemy musieli za to zapłacić? I czym?

Czyli: jak się kochamy? Czy możemy kochać nie tylko się? Czy zamiast odchodzić od siebie możemy dochodzić (gdzie?)?

Przekażmy sobie znak(i) orgazmu.

Maja Staśko, Michał Kasprzak

Tekst CFP wygenerowany przez zakochanych w sobie i nie tylko w sobie współprowadzących numer w miłosnych objęciach Google Docsa z opcją równoległego pisania w czasie rzeczywistym.

 

     Tekst dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska (CC BY 3.0 PL).
Wakat – kolektyw pracownic i pracowników słowa. Robimy pismo społeczno-literackie w tekstach i w życiu – na rzecz rewolucji ekofeministycznej i zmiany stosunków produkcji. Jesteśmy żywym numerem wykręconym obecnej władzy. Pozostajemy z Wami w sieci!