Wiersze

Brzeg

mam świadomość, która pozwala dojrzeć coś, czego nie widać,
gdy trzymamy się oczywistych różnic, powierzchownie wyraża
się w celach, a w zamian, zdając sobie sprawę z etapowej budowy
właściwej strategii, pozwala osiągnąć stopień prawdopodobieństwa
wzbudzający przekonanie o jej przesunięciu. nie mamy dojścia do
granicy porozumień, nie będziemy już dłużej widoczni na mapie:

opanowanie traci na wiarygodności, kiedy historia zatacza koło, to
jedna rzecz. druga to ściana przed nami, która jako jednowymiarowe
rozpoznanie pod kątem potwierdzenia tezy daje wyraz dążenia do
upełnoprawnienia bytu (pokrzywdzonego?); początek przełamania,

czy przekłamania, jak wolisz, dopuszcza do siebie możliwość niezwiązania
wcześniejszą oceną, nasuwa zastrzeżenia z punktu widzenia istotnych braków,
obojętnie dla poniesionych strat i podniesionych zarzutów (nie) działa wstecz.

 

Próg (1)

choć pozorny zabieg, nawet niewystarczający i raczej domyślny
niż rzeczywisty, powoduje utratę materiału (zachowując w stanie
niezmienionym próg dotyku na długość zarysowanego dystansu
i ten wybór jest wolą bez niedomówień i rozczarowań); choć nikt
nie potrafi tego wyjaśnić, mijamy odstęp jak kamienie w wąskich
korytarzach, a szerszy kontekst stanowi część odmienną od intencji,
w której oczekujemy pozostałych warunków na krawędzi wpływu.
 

Próg (2)

stosując nadzwyczajne złagodzenie odpowiedzi na przerwaną ciszę
wyodrębniam ciężar słów, do których nie przykładam wagi; według
planu usprawiedliwiam bieg skojarzeń. stan niezmieniony (wyraźny
lub dorozumiany), którego rodzaj przekracza zbiór mylonych pojęć,
dyktuje nam kolejno wątpliwości interpretacyjne: taki zakres prymatu
tymczasowego pozbawienia mnogości nad doprowadzeniem całego

zjawiska do obcowania z gruntem jest przyczyną odniesień składanych
na moment. skłonności pozostające w realnym zbiegu zastępują ten niski
stopień przekonania, że wszystko jest uzależnione od nacisku w wypadkach
mniejszej wagi; choć wymierne korzyści są tylko kwestią usprawiedliwienia,
to bezosobowy zwrot ku skutkom kontaktów poprzedzających wydzieloną
dziedzinę samozwiązania (z należytą starannością) wyczerpuje limit potrzeb.
 

Przejście

według reguł, na czas oznaczony zmiennym terytorium, spełniamy
się w roli sprowadzonej do pozycji szerokich dysproporcji między
tym, czego nie sposób przewidzieć i częścią, do której przypadek
(przepadek?) dopowiada resztę teorii; tego rodzaju ujście prowadzi
do przyjęcia, a nawet przejęcia nowego terminu, zastępując wcześniej
nam znane pojęcie w centrum uwagi. nie wiadomo jak długo to potrwa:

ani odejść, ani odrzucić, ani wejść w niewerbalną strukturę słowa, uznając
wyższość fragmentu nad całkowitą wartością drżenia. na odległość przyjrzeć
się bliżej miejscu, gdzie wszędzie najczęściej postuluje o nigdzie lub zawsze;
za okazaniem niewinności, jako obiekt zaledwie doraźny, sprowadzam metodę

inicjacji do umyślnej dyscypliny, a w zamian, w drodze istotnego zawężenia
chwili, mogę ten porządek zamazywać, z dnia na dzień mu przeciwdziałając.
mam świadomość, że zachowany odstęp straciłem po niewłaściwej stronie lustra.

Paweł Nowakowski

Zobacz inne teksty autora:

    Wakat – kolektyw pracownic i pracowników słowa. Robimy pismo społeczno-literackie w tekstach i w życiu – na rzecz rewolucji ekofeministycznej i zmiany stosunków produkcji. Jesteśmy żywym numerem wykręconym obecnej władzy. Pozostajemy z Wami w sieci!

    Wydawca: Staromiejski Dom Kultury | Rynek Starego Miasta 2 | 00-272 Warszawa | ISSN: 1896-6950 | Kontakt z redakcją: wakat@sdk.pl |