Wiersze

Wir

Wycinamy z matka kody kreskowe z czwóreczką,
ojciec stracił pracę. Zawsze się wydawało, że całą wieczność
będziemy jeździć we dwóch meleksem po bezludnym kombinacie,
a ten zniknął. Kody księża z RFN zamienią w protezy czy tam wózki,
żeby komuś nie było przykro, że nie ma nóg. To był ten moment:
cokolwiek mogło stać się czymkolwiek, na bezrobociu ojciec
mógł zamienić się we wszystko, o sobie nawet nie mówię.
Ktoś wyciągnął korek, kręciliśmy się coraz szybciej,
żeby zostać szpicą wiru, tym, co prawie wyszło,
co mogło być, a nie było.

 

Święto

Dał ci Pan święto, żebyś się nie zarypał przy tej robocie,
a musiał do tego wymyślić piekło, żebyś się bał
czegoś bardziej niż tego, że roboty nie przerobisz.
Zna cię jak ty swoje cztery i pół palca (tak, ten obcięty też).
To jest święto, więc weź i się ciesz.

 

Proces

Jak chcesz mieć spokój, mówisz:
jestem w trakcie procesu, którego nie mogę przerwać.
i wtedy wiadomo, że nie możesz, bo zaschnie,
stężeje, nie zwiąże i się zmarnuje.
Innego sposobu nie ma, na razie,
na razie wybija z odpływu na środku hali.
Jeszcze jesteśmy w stanie to obejść,
już jesteśmy w trakcie procesu, którego nie można przerwać.

Janusz Radwański

Zobacz inne teksty autora:

Wakat – kolektyw pracownic i pracowników słowa. Robimy pismo społeczno-literackie w tekstach i w życiu – na rzecz rewolucji ekofeministycznej i zmiany stosunków produkcji. Jesteśmy żywym numerem wykręconym obecnej władzy. Pozostajemy z Wami w sieci!